Statyści
Tytuł: Statyści
Reżyser: Kwieciński
Gatunek: jednoodcinkowy sitcom
Ocena: Jedynka, siadaj! (1/6)
Zastawiam się jakich jest mechanizm dobrej oceny złych filmów. Jednemu “wybitnemu krytykowi” się podoba, drugi ma mocno mieszane uczucia, ale żeby przypadkiem nie zbłaźnić się “niezrozumieniem konwencji”, pominięciem setek motywów, metafor, paralel etc. na wszelki wypadek powiela zdanie pierwszego z niewielkimi niuansami i tak dalej leci? A już szczególnie gdy wpadnie jakaś nagroda. Toż to nie wypada krytykować!
Zachęcony zgarniętymi wyróżnieniami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i “entuzjastycznym przyjęciem” przez widzów i jurorów obejrzałem wczoraj wieczorem polską (aj!) komedię (aj waj!) obyczajową “Statyści”. Zaufałem Kwiecińskiemu, reżyserowi i scenarzyście Rodziny Zastępczej, producentowi tandetnych seriali. Oczywiście złożonego zaufania i czasu nadużył marnując dwie godziny życia na łzawą, tandetną, przerysowaną historyjkę o głębi porównywalnej z wyżej wspomnianą telenowelą.
Akcja rozgrywa się w małym (co ważne dla fabuły) miasteczku reprezentowanym przez Konin. Grupka Chińczyków kręci tu film o dramatycznej miłości. Wybrali Polskę jako kraj rzekomych wiecznych smutasów i ponuraków mających słowo dramat i ból istnienia wypisane na twarzy, idealna dekoracja dla łzawej produkcji. Bohaterami są w pierwszej kolejności: tytułowi statyści, bezrobotni małomiasteczkowi nieudacznicy, porzucona tłumaczka chińskiego i jej powracający po wielu latach facet; w drugiej także sami obcokrajowcy uczący się czegoś o Polsce i o życiu.
Autor uroił sobie, że splecie wszystkie historie samotności pojedynczych statystów z wątkiem miłosnym pary głównej i łagodnym komentarzem do kręconego przez Chińczyków melodramatu. Wyszedł niestrawny miszmasz przerysowanych, stereotypowych historyjek, które po milionowym wykorzystaniu w kiepskich telenowelach i komedyjkach już nie przekonują, a w tym wypadku nawet drażnią prostactwem. Facet przestraszył się odpowiedzialności i życia jako głowa rodziny, ucieka w świat by odkryć straszną prawdę i powrócić. W tym czasie jego kobieta oczywiście ożeniła się z nudnym bezbarwnym typem. Antyklerykał mający osobisty uraz do Kościoła. Nieśmiały maminsynek i zahukana małomiasteczkowa uczciwa, dobra panna. Ależ odkrywcze. Ależ głębokie.
Nie wiem czy drewnianość i przaśność gry aktorskiej to celowy zabieg nawiązujący do amatorszczyzny odgrywanej roli w chińskim filmie, ukazujący, że tak samo “kiepskimi autorami” jesteśmy w “teatrze życia”? Czy już nadinterpretuję?
Jedną z koronnych zalet jakie są przypisywane temu filmowi jest inteligenty humor połączony z ciepłym obyczajowym kinem. Jeśli humor z Miodowych lat i Rodziny zastępczej jest inteligentny, a same seriale ciepłe i inteligentne to tak, czeka Cię wiele zabawy. Jeśli nie, to jedyną zaletą jakiej chwycisz się niczym tonący brzytwy podczas emisji jest jakaś nieokreślona kameralność i liryczność, którą o dziwo udało się wytworzyć.
Nie chce mi się dalej znęcać nad tym filmem. Kwintesencja wszystkiego co najgorsze w Polskim kinie. Głupie, toporne i przaśne. Chińczykom proponuję nakręcenie filmu o marnej ekipie filmowej znad Wisły, która próbowała w małym chińskim miasteczku nakręcić puczającą komedię obyczajową i co jej z tego wyszło…
Tematy: chłam, komedia, polskie kino, polskie-serialeskomentuj (0)
Kwiatki św. Artura
Nowy prezydent, Barack Obama, ma tysiąc wad. Można skrytykować jego poglądy na wiele sposobów. Jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości postanowił dokonać sztuki karkołomnej, niemal niemożliwej. Wystrzelił cały magazynek argumentów tak aby wszystkie kule zamiast w czarnoskórego przywódcę Stanów Zjednoczonych (bardzo łatwy cel) trafiły w jego własną partię. Oto kilka kwiatków z jego płomiennej przemowy:
Jakie Obama ma poglądy na gospodarkę? W trakcie kampanii wyborczej kandydat demokratów złożył wiele populistycznych obietnic, kierowanych głównie do niezamożnej części amerykańskiego społeczeństwa. Niczym Robin Hood zapowiedział, że zabierze bogatym i rozda biednym. Ma zamiar zmniejszyć podatki najbiedniejszym, a podnieść więcej zarabiającym.
Przypomina mi się pomysł Jarosława Kaczyńskiego na rozpisanie referendum w sprawie podwyższenia podatków dla najbogatszych w celu sfinansowania reform w służbie zdrowia. Przypomina mi się reklama w której z lodówki znika jedzenie, a z pokoju dzieci zabawki, gdy PO postulowała zamianę podatku progresywnego na liniowy. Czym ona była jeśli nie wyjątkowo niskim graniem na emocjach, populistycznych chwytach i obietnicach, że za ich rządów ludzie najbardziej pracowici i przedsiębiorczy nadal będą łożyć na tych bardziej bardziej leniwych, którym “się należy”.
Nowy prezydent w trakcie kampanii mówił otwarcie, że pragnie wprowadzić model państwa opiekuńczego, które opiera się na większej obecności administracji rządowej w życiu obywateli. Zatem w kwestiach gospodarczych Obama jest socjalistą.
Słusznie. To samo promuje Prawo i Sprawiedliwość. Ładnie ubrany w szatki solidaryzmu społecznego “pobożny socjalizm”. Dziękuję, że nareszcie się do tego przyznajecie.
Tak czy inaczej al Kaida już zaciera ręce z radości, że nowy prezydent wybiera pokój, a nie wojnę. Obama mówił także, że będzie chciał rozmawiać z każdym światowym przywódcą. Wymienił m.in. takich polityków, jak prezydent Iranu Mohammed Ahmadineżad czy prezydent komunistycznej Kuby Raul Castro.
Od czasów wydania wojny Al-Kaidzie i terroryzmowi przez Busha Stany Zjednoczone wydały na ten cel (łącznie z okupacją Iraku) ponad 2 biliony dolarów. Od 7 lat Osama bin-Laden jest poszukiwany żywy lub martwy, bez skutku. Przez ten czas namnożyło się mnóstwo odgałęzień i imitacji tej organizacji w wielu różnych krajach. Talibowie, których pokonanie obwieszczono już w 2001 wciąż mają się całkiem nieźle na południu kraju. Rząd sklecony z lokalnych watażków sprawuje faktyczną władzę nad niewielkim obszarem państwa. Ameryka traci poparcie w Pakistanie, szczególnie w społeczeństwie, co doprowadzi do pogorszenia i tak już trudnej sytuacji w tamtym rejonie. O eksporcie demokracji i dobrobytu do Iraku chyba przypominać nie trzeba. Żadnej poszukiwanej broni nie znaleziono, a naród trzymany wcześniej za mordę przez dyktatora rozbestwił się na tyle, że zginęły już dziesiątki (a może setki) tysięcy ludzi,a skala rodzącego się tam terroryzmu o podłożu religijnym nie ma precedensu. Jeśli tak mają wyglądać sukcesy ludzi odważnie wybierających wojnę, to ja już wolę bardziej pokojową retorykę Obamy. Nie wiadomo czy bardziej skuteczną, ale na pewno o setki miliardów mniej kosztującą amerykańskiego podatnika, o którym z takim żalem wypowiadał się poseł Górski jeszcze kilka akapitów temu.
Zatem w kwestiach polityki zagranicznej Obama jest pacyfistą i – jak określili go republikanie – naiwnym mięczakiem.
Szczególną odwagą za to wykazał się George Bush podczas konfliktu rosyjsko-gruzińskiego. Najpierw promowano biegnący przez Gruzję rurociąg, pomagano w szkoleniu wojsk, wysyłano doradców, obiecywano NATO, a koniec końców schowano głowę w piasek. Czysty przejaw odwagi i konsekwencji. Owszem McCain zawarł ostrzejsze stanowisko, ale chyba totalnie odleciał proponując wyrzucenie Rosji z G8.
Barack Hussein Obama swój sukces zawdzięcza osobistemu urokowi i w znacznej mierze liberalnym mediom, które wśród młodego pokolenia Amerykanów wykreowały modę na obamizm, jak w Polsce na Platformę Obywatelską i Donalda Tuska.
No proszę. Pan McCain potrafił pogodzić się z przegraną i z szacunkiem pogratulować zwycięzcy. Skąd w polskich pobożnych socjalistach tyle zapiekłości? Media trzeba umieć wykorzystywać, a nie żalić się o wrogich frontach medialnych (’rozciągających się od Faktów i Mitów zatrudniających mordercę Popiełuszki po “Gazetę Wyborczą”‘), bo wychodzi się jedynie na pociesznych paranoików.
Drugi twardy filar jego zwycięstwa to mieszkańcy biednych, czarnych przedmieść, których uwiódł zapowiedzią zbudowania nowego, wspaniałego świata, gdzie wszyscy ludzie będą wolni, zamożni i szczęśliwi.
Ukradł program PiSu? Teraz rozumiem wściekłość.
Teraz, głosami swoich wyborców, Obama, czarny mesjasz nowej lewicy, zgniótł kandydata republikanów Johna McCaina. Już niedługo Ameryka zapłaci wysoką cenę za ten grymas demokracji.
Wysoką cenę zapłaciła Ameryka za rządów neokonserwatysty Busha. Maszynka do drukowania pieniędzy chodziła pełną parą. Nieskuteczne wojny kosztowały 2 bilony dolarów, zadłużenie państwa wzrosło dwukrotnie (znów mowa o bilionach dolarów), bezrobocie o 1/3. O kryzysie finansowo-kredytowym nie wspominając (Bush, Paulson, Bernanke przez lata rżnęli głupa mówiąc o solidnym systemie bankowym). Aż strach pomyśleć jak wyglądałaby kontynuacja przedstawiciela tej samej frakcji, neokonserwatysty Johna McCaina.
Jak powiedział mój klubowy kolega poseł Stanisław Pięta, Obama to nadchodząca katastrofa, to koniec cywilizacji białego człowieka. Oby się mylił.
Niestety miał rację, oto dowód:
Policja baltimorska aresztowała 15 Murzynów (…), którzy w nocy z wtorku na środę, “świętując zwycięstwo prezydenta-elekta Barack Obamę” w okolicach uniwersyteckiego szpitala Johns Hopkins University, zachowywali się agresywnie.
Zaczęło się. Jeśli natychmiast ustanowimy Jezusa Królem Polski (jak głosił Górski jakiś czas temu) być może uda się nam jeszcze uratować! Analogicznie do czasów minionych będziemy swoistym przedmurzem i ostatnią ostoją w zalewie tym razem czarnoskórych terrorystów!
Smutne jest, że media zamiast wykorzystać i wypunktować ten bełkot przyczepiły się do dwóch akurat prawdziwych stwierdzeń. Tak Obama ma znajomego terrorystę. Tak jest czarny. Nazwanie go czarnym mesjaszem i straszenie jako takim to zwykła konstrukcja retoryczna do wyśmiania bądź potwierdzenia, ale w społeczeństwach ceniących wolność słowa do akceptacji. To właśnie próba zamykania ust, oficjalne protesty są śmieszne. Człowiek sam sobie wydaje świadectwo, o co chodzi?
Śmieszy też reakcja niektórych pismanów. Wyobrażam sobie co by się działo, gdyby podobny ciężar gatunkowy wypowiedzi wyleciał z ust jakiegoś członka Platformy. Parę koszul zostałoby rozdartych. A tu? Nic się nie stało, rozdmuchane… Kali wiecznie żywy.
Tematy: Artur Górski, Bush, Obama, PiS, poprawność-polityczna, wybory w USAskomentuj (0)
Wybiórcza poprawność polityczna
W Focusie Extra pojawił się króciutki materiał odnoszący się do przebrzmiałej już ‘zabawki’ umożliwiającej przyczepianie ukrzyżowanemu Jezusowi różnych ubranek. Od hawajskiej koszuli, po cylinder w miejsce cierniowej korony.
Do Rady Etyki Mediów wysłano następującą, wzruszającą petycję.
Ciekaw jestem ile z podpisanych osób kupiło ten numer Focusa, ile kiedykolwiek zbierało to czasopismo? Jedna? To wariant optymistyczny. Przypominają się protesty w kwestii filmów obrażających uczucia religijne na których sami zainteresowani nie byli i nigdy iść nie zamierzali.
Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej, lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Czy człowiek jest bezwolną rośliną, że państwo musi sprawować nad nim opiekę w możliwie każdej drażliwej dziedzinie? Czy religia i swoboda wyznania jest w jakiś sposób zagrożona gdy jakiś debil powiesi genitalia na krzyżu? Czy wręcz przeciwnie, wszystkie ataki, przeciwności konsolidują i pokazują bezradność intelektualną marnych prowokatorów?
Zabawnie to wypada wśród ludzi sprzeciwiających się tzw. poprawności politycznej. Kiedy zabrania się używania nazw świąt czy symboliki chrześcijańskiej w urzędach państwowych, zabrania noszenia krzyżyka na szyi w państwowych szkołach to zaraz krzyk, płacz. Ma być wolność! A gdy wolni dziennikarze, wolnej gazety dają wyraz swojemu, lekkiemu podejściu do osoby Chrystusa to też nie dobrze. Moralność Kalego pełną gębą.
A jak muzułmanin, buddysta, hinduista oskarży KK o nazywanie go w oficjalnych pismach heretykiem, a jego boga/bogów bałwanem? I napisze oficjalny protest? Oczywiście. Nikt mu tego nie każe czytać i brać do siebie, jasne. To samo można zrobić z tą gazetką. Jeśli faktycznie w kraju mamy te 90% katolików, wydawca dostanie odpowiednią, w pełni wolnościową nauczkę. Nie zarobi. Tym szumem, nasi milusińscy Wielcy Katolicy robią coś zgoła przeciwnego.
Swoją drogą szkoda, że nie odważyli się w Focusie opisać podobnej zabaweczki do ubierania Mahometa. Czyżby obawiali się, że nie nadstawią oni drugiego policzka?
Tematy: Focus, katolicyzm, poprawność-polityczna, prowokacja, wolnośćskomentuj (0)
Fikołki słowne I (10.08)
Wyszukiwarki internetowe mają swoją specyfikę przy kojarzeniu stron pod określone słowa kluczowe. Jeśli nie masz dobrego zaplecza lub pieniędzy do jej pozycjonowania, możesz oczekiwać dość zabawnej grupy czytelników złapanej na jedno ze słów, fraz pojawiających się na stronie, lecz wyrwanych z ich pierwotnego kontekstu. Postanowiłem zapoczątkować nową świecką tradycję podsumowań wysiłków internautów i odpowiadającej im ciężkiej pracy Google (oczami wyobraźni widzę obłoki pary buchające z ichnich serwerów, bo naprawdę trzeba mieć sporą wyobr… moc obliczeniową by dokonać niektórych powiązań) komentując trzy frazy najczęściej wywołujące mój blog oraz kilka tych, które szczególnie przypadły mi do gustu w mijającym miesiącu.
Najpopularniejsze:
1. internetowy alkomat itp.
Internetowy alkomat to chyba melodia zbliżającego się dnia odwiedzin grobów bliskich, tradycyjnej biesiadzie i karkołomnym powrocie. Zastanawiam się czego oczekiwano po takiej maszynce. Że zmierzy stan upojenia na podstawie koordynacji poruszania myszą? Bo tak się składa, że ta fraza w pierwszej kolejności prowadzi do matematycznego algorytmu prognozującego zmiany promili alkoholu we krwi na podstawie wagi, wzrostu, ilości, czasu i ciężkości gatunkowej spożytego trunku. Jeśli zatem przywędrowali do mnie, sporo niżej w puli wyszukań, musieli być niezadowoleni z tego oszacowania. Zapewne wiele osób nie zna swojej aktualnej wagi, nie spogląda ile procent ma dany napitek (dzielą alkohol jedynie na dobry i bardzo dobry) i ile oraz w jakich dozach go wypiło. Niektórzy nie pamiętają z kim i gdzie pili. Współczuję, że ich zawiodłem. Alkomat internetowy o którym pisałem nowy pomysł testowany przez Google mający poprzez proste zadanie matematyczne zapobiec napisaniu głupich mejli w czasie obsługiwania komputera bezpośrednio po imprezie. Oczywiście twórczo go rozwinąłem proponując króciutkie testy na inteligencję przed napisaniem każdego komentarza w internecie, bo poziom niektórych internautów wszak nie przewyższa spamerskich botów. Cóż, na pocieszenie wszystkich, którzy trafili z tej frazy, przypominam, ze zgodnie z najnowszym orzeczeniem policja nie może konfiskować pojazdów osób prowadzących pod wpływem alkoholu.
2. kurwy itp.
Zasmucić muszę także ludzi poszukujących, jak mniemam, pań do towarzystwa. Niestety, nie prowadzę tego typu działalności. Chodziło, jak pamiętam, o panie sypiające dla kariery i pieniędzy z politykami, a później ich szantażujące i robiące z siebie wielkie ofiary losu. To słowo wydawało się doskonale odzwierciedlać tę mentalność.
3. dodatki do gazet itp.
Dodatki do gazet i wszystkie kombinacje tego z Lemem i tytułami jego książek. Tak jak polecałem wtedy całą serie dzieł wydawaną przez Wyborczą, tak po trzech tomach swoje zdanie podtrzymuję.
Najdziwniejsze:
1.chcę seksu z ojcem
Nie będę się nabijał z tej, jak mniemam kobiety, zbyt proste i zbyt małe. To pokazuje jaką władzę ma nad ludźmi Google gromadzące historię zapytań z określonego IP. Intstytutu Pamięci Narodowej to przy tym ploteczki sąsiadki Mirki spod piątki. Pani ta, jak i większość internautów, czuła się anonimowa wklepując to do komputera. Gdybym chciał mógłbym dotrzeć do jej IP bez współudziału Google, ponieważ statystyki mojej strony zbierają zarówno prowadzące frazy jak i adresy IP. Podobne statystyki ma zdecydowana większość stron, nie wspominając o bazie samej wyszukiwarki. Żadne słowo, żadna działalność w internecie nie jest sprawą w pełni osobistą (no chyba, że korzystamy z kafejki, zmiennego IP, różnych innych maskujących rozwiązań). Zatem jeśli poszukiwaliście ostatnio nagich dziewczynek, nekrofilii czy “jak oszukać urząd skarbowy” serdecznie współczuję…
2.blogi pedofili
Uśmieszek zagościł na mojej twarzy. Na szczęście jestem daleko na tej liście. Skojarzenie wzięło się od polemiki z Januszem Mikke, który zarzuca mediom promocję pedofilii, sam przy tym popierając lekką jej wersję. Zatem jeśli poszukujecie blogów pedofilii, bardziej podpasuje Wam ten.
3.czy mikke ma prawo do herbu?
Ciekawe czy kiedyś powstanie taka wyszukiwarka, która po wpisaniu zerojdeynkowego zapytania, po analizie dostępnych źródeł wyrzuci TAK lub NIE… Wzięło się to od nazwania pewnego kabareciarza per Januszek Bez Herbu i Bez Rozumku Mikke. Irytacja sprawiła nadmierny przerost złośliwości, choć pan nazywający na prawo i lewo ludzi, często pełniących wysokie funkcje państwowe, skurwysynami na pewno się nie obrazi. Moim zdaniem Janusz Mikke praw do herbu nie ma o czym napiszę szerzej w przyszłości. Nie gniewaj się Janusz, jest jak jest. I Ty dobrze o tym wiesz.
skomentuj (0)



















